czwartek, 4 kwietnia 2019

Pod niemiecką okupacją (1939-1945)

    14 września 1939 roku tereny Ziemi Chełmińskiej weszły w skład powołanego Okręgu Wojskowego Gdańsk-Prusy Zachodnie zarządzanego przez generała Fritza Waltera Heitza. Wałycz stał się odrębnym sołectwem należącym do gminy Wąbrzeźno-wieś i podlegał komendanturze wojskowej kierowanej przez kapitana Lüdtke. Równocześnie zajęto się tworzeniem administracji cywilnej, odpowiedzialnej za zarządzanie szczeblem powiatowym, konfiskatę majątków ludności polskiej i usuwanie śladów polskości. Zgodnie z dyrektywami Hitlera w dniu 26 października 1939 roku zarząd wojskowy na tym terenie został zlikwidowany, a władzę przejęła administracja cywilna. Pomorze Gdańskie, jako Okręg Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie zostało wcielone do III Rzeszy, a nadzór nad nim jako Gauleiter przejął Albert Forester. Okręg został podzielony na trzy rejencje: bydgoską, gdańską i kwidzyńską, a opisywany obszar należał do tej ostatniej.[1]
Podział okręgu Gdańsk-Prusy Zachodnie na rejencje
    Tuż po zajęciu ziem, niemiecka administracja przystąpiła do likwidacji wszelkich przejawów polskości. Na początku września rozwiązano wszystkie polskie stowarzyszenia i organizacje, w tym również te religijne, a na przełomie września i października przystąpiono do zniemczania nazw miejscowości i usuwania polskich symboli narodowych. Polska nazwa miejscowości Wałycz została przekwalifikowana na Wallitsch, ale w użyciu funkcjonowała jeszcze nazwa Wallisch, spotykana chociażby w Księdze Zmarłych Parafii pw. Szymona i Judy Tadeusza w Wąbrzeźnie z 1944 roku. Wszelkie funkcje społeczne pełnić mogły jedynie osoby pochodzenia niemieckiego. Dotyczyło to również funkcji sołtysa.[2]
    Walka z polską narodowością odbywała się również na płaszczyźnie religijnej. Kler we wrześniu 1939 roku mocno zaangażowany był w wojnę obronną, co dodatkowo rozwścieczyło hitlerowców. Podczas okupacji na zajętych terenach funkcjonowała niemiecka organizacja paramilitarna złożona z mniejszości niemieckiej zamieszkującej te tereny, nosząca nazwę „Selbstschutzu” (niem. Samoobrona). W nocy z dnia 25 na 26 października 1939 roku organizacja ta przeprowadziła akcję polegającą na masowych aresztowaniach księży na terytorium powiatu wąbrzeskiego. Dodatkowo we wsiach zniszczono 149 przydrożnych krzyży i figurek sakralnych.[3] W Wałyczu zniszczeniu uległy krzyż upamiętniający istnienie kościoła wmiejscowości, sakralna figurka postawiona na skraju lasu z okazji szczęśliwegoprzeżycia epidemii cholery w XIX wieku oraz pomnik św. Mikołaja znajdujący się przy głównej drodze, na skraju lasu. Tego typu zabiegi miały na celu odcięcie ludności polskiej od wierzeń, historii i tradycji. 
Fundamenty figury św. Mikołaja, stojącej na skraju lasu przy drodze w kierunku Golubia-Dobrzynia. (fot z 2007 r.)
    Podczas okupacji z użycia wycofano całkowicie język polski zastępując go niemieckim. Zamknięto polskie szkoły, a dla tej znajdującej się w Wałyczu, czas okupacji okazał się jednocześnie okresem ostatecznej degradacji. Początkowo z dniem 8 września 1939 roku szkoła została zamknięta, później z biegiem lat pozbawiona okien, drzwi i elementów drewnianych, które miejscowa ludność po prostu wykorzystała jako opał. Ostatecznie budynek zawalił się jeszcze przed końcem wojny. W sąsiedztwie zachowano jedynie kilka większych szkół, do których uczęszczały dzieci pochodzenia niemieckiego, czyli rodzin, które zamieszkiwały te tereny przed 1920 rokiem oraz wywodzące się z rodzin „osadników niemieckich”. Polskie dzieci zostały objęte obowiązkiem nauki szkolnej dopiero w 1944 roku, jednak wcześniej w prywatnych mieszkaniach odbywały się tajne lekcje prowadzone przez byłych nauczycieli. Jednym z takich miejsc była stojąca na granicy Wałycza i Myśliwca leśniczówka. Tutaj odbywały się zajęcia prowadzone przez nauczycielkę z Myśliwca, Zofię Plewa, na które uczęszczały dzieci z rodziny Adamczyków i Radeckich z Myśliwca. Zajęcia odbywały się wieczorami, ponieważ nauczycielka pracowała fizycznie w wałyckiej gorzelni.[4]
Budynek byłej leśniczówki w Wałyczu (fot. z 2018 r.)
   Na przełomie 1940 i 1941 roku w majątku wałyckim nastąpiła zmiana właścicieli. Starsze małżeństwo zostało przeniesione, a na ich miejsce trafił „wysoko postawiony oficer Wehrmachtu, który został ranny podczas jednej z bitew i przydzielony do rządzenia tymi terenami”[5] Po mozolnym badaniu pozostawionej dokumentacji niemieckiej, jako ostatniego niemieckiego zarządcę majątkiem wałyckim przytacza się człowieka o nazwisku F. Lange. Z dużym prawdopodobieństwem był to właśnie ten wysoko postawiony oficer, chociaż dla ludności wiejskiej określenie „wysoko postawiony”, nie musiało wiązać się z ważnym stopniem wojskowym.
   Majątek nastawiony był w tym czasie podobnie jak przed wybuchem wojny na produkcję gorzelnianą. Unowocześniona przez Jerzego Dąmbskiego gorzelnia nadal sprawnie produkowała spirytus i pod tym kątem dobierano uprawę. Hodowla ograniczyła się do produkcji mięsnej, z której duża cześć kierowana była na potrzeby wojska. Lange, jako wojskowy miał znacznie mniejsze pojęcie na temat prowadzenia dużego gospodarstwa rolnego, toteż jak wspominają mieszkańcy „… pola z roku na rok coraz bardziej były zaniedbane, ponad zboże wyrastały różne chwasty. Zarządca więc, na polecenie właściciela wysyłał ludzi, aby te chwasty wyrywać. I tak całymi dniami.[6] Dużo ludzi zostało również zatrudnionych do prac związanych z produkcją spirytusu, gdzie kilkanaście godzin dziennie wykonywano prace za minimalne wynagrodzenie.
    W kontekście okupacji pojawił się w historii Wałycza bardzo ciekawy wątek – Hitlerjugend. Była to organizacja młodzieżowa NSDAP, zorganizowana na wzór paramilitarny, mająca za zadanie wychowanie młodzieży niemieckiej w nazistowskiej ideologii. Na okupowanych terenach, podobnie jak w całej III Rzeszy powstawały duże ilości ośrodków szkolenia młodych bojówkarzy. Największe ich natężenie znajdowało się jednak na Śląsku. Zdecydowanie odrzucić należy tezę, że taki ośrodek funkcjonował we dworku wałyckim. Jednak z uwagi na zamieszkanie go przez byłego żołnierza Wehrmachtu, nie można całkowicie wykluczyć, że młodzież niemiecka w Wałyczu odbywała krótkie szkolenia, bądź spotkania tematyczne.
    Życie na okupowanych terenach charakteryzowało się strachem i lękiem spowodowanym terrorem rozsiewanym przez niemieckiego agresora. Codzienne wiadomości o masowych aresztowaniach, wywózkach do obozów koncentracyjnych, ciężką walką o przetrwanie, przeplatane były nadziejami na wyzwolenie i wiarą w lepszy świat. Do 1941 roku III Rzesza na polu bitwy odnosiła coraz to nowe sukcesy. Podbijanie kolejnych państw motywowało Hitlera, a z drugiej strony kładło niepokój i lęk na jego przeciwników. Przyjąć możemy, że wybuch wojny pomiędzy III Rzeszą, a Związkiem Radzieckim, niedawnymi sojusznikami oraz agresorami Polski, stał się momentem kulminacyjnym lat 1939-1945. 22 czerwca 1941 roku Hitler wypowiedział Stalinowi wojnę i praktycznie z marszu wystąpił zbrojnie przeciwko ZSRR. Powstał front wschodni, który zaangażował Rzeszę do walki po obu swoich granicznych stronach. Hitlerowcom bardzo szybko udało się zająć kolejne regiony kontrolowane przez ZSRR i dopiero przegrana bitwa stalingradzka, tocząca się w trakcie 1942 i 1943 roku, stanowiła swego rodzaju przełom. Krótko po tym, armia niemiecka zaczęła przechodzić do defensywy, a coraz odważniej radzili sobie alianci. Ostatecznie na obu frontach III Rzesza zmuszona była do wycofywania się.
   W 1944 roku Niemcy przygotowywali się do obrony Pomorza Gdańskiego. Ludność Ziemi Chełmińskiej, rejonu Wąbrzeźna zaangażowana została do budowy umocnień obronnych na linii Drwęcy. Pod koniec 1944 roku tereny te zalała ludność niemiecka z Prus Wschodnich uciekająca przed wojskami radzieckimi. 12 stycznia 1945 roku Armia Czerwona ruszyła z operacją wiślańsko-odrzańską, której założeniem było dotarcie do linii Odry. 65 Armia pod dowództwem generała Pawła Batowa, wchodząca w skład 2 Frontu Białoruskiego dotarła na tereny gminy Wąbrzeźno-wieś 24 stycznia 1945 roku.[7] Miejscowa ludność niemiecka już dwa dni wcześniej rozpoczęła paniczną ucieczkę na zachód. Na drabiniaste wozy pakowano siano i cały zgromadzony dobytek, zaprzęgano konie, a członkowie rodzin wsiadali w pośpiechu. Gospodarzy polskich zabierano jako woźniców i ruszano w kierunku Grudziądza[8], który wraz z Chełmnem, Kwidzyniem, Malborkiem i Toruniem wchodził w skład Strefy Obrony Dolnej Wisły, tzw. B-Stellung.[9]
   Po zdobyciu Brodnicy i Golubia-Dobrzynia oddziały radzieckie rozpoczęły marsz na Grudziądz, w celu zdobycia przeprawy przez Wisłę. Po południu dotarły do Niedźwiedzia, gdzie obok Książek stoczyły największą bitwę w regionie wąbrzeskim z wycofującymi się oddziałami niemieckimi. Następnie czerwonoarmiści przeszli linię lasu i wkroczyli do Wałycza. Tutaj drobne starcie odbyło się już na wysokości drogi prowadzącej dzisiaj do Wałyczyka, gdzie zginęli pierwsi w Wałyczu żołnierze radzieccy[10]. Niewielki oddział niemiecki został osadzony w majątku, a konkretnie w okolicach gorzelni. Rosjanie ostrzelali budynek, a Niemcy wycofując się wysadzają kotły ze spirytusem. Rowami zaczyna spływać spirytus, który nie zdążył się zapalić, a szeregowi żołnierze radzieccy po zajęciu gorzelni dobierają się do zgromadzonych zapasów. Dwóch z nich topi się w kadziach. Oficer szybko przywołuje żołnierzy do porządku i ruszają w kierunku miasta Wąbrzeźna.[11] Tuż po wyjściu z przydworskiego parku czeka na nich kolejna niespodzianka. Kilkunastu żołnierzy niemieckich z karabinami maszynowymi i niewielkim działem przeciwpiechotnym ubezpiecza budynek dworca kolejowego. Operatorzy działa jednak nie byli najwyższej klasy, ponieważ większość wystrzelonych pocisków nie trafia celu. Uszkodzeniu ulega jeden z budynków, który przed wojną zajmowany był przez pracowników majątku. Wielu Rosjan ginie od kul karabinowych na przedpolach dworca, a gdy na teren przybywają czołgi, dworzec stoi już opuszczony.[12] Ostatecznie w wyniku zdobycia linii kolejowej Olsztyn-Toruń w miejscowości Wałycz ginie 24 żołnierzy Armii Czerwonej.[13] Zostają pochowani w kilku zbiorowych mogiłach na wzniesieniu, niedaleko parku po przeciwnej stronie drogi. W tym miejscu do czasu przeniesienia zwłok na cmentarz przy ulicy Mikołaja z Ryńska w 1949 roku znajduje się kilkanaście krzyży ustawionych ku pamięci poległych. Jeszcze w 1997 roku w tym miejscu podczas instalowania podziemnych linii telefonicznych natrafiono na zbiorową mogiłę, w której znajdowały się ciała 7 żołnierzy. 
Tereny rolnicze przy torach kolejowych gdzie w 1997 roku odkopano mogiłę radzieckich żołnierzy (fot. własne - 2007 rok).
   24 stycznia 1945 roku praktycznie bez wystrzału broni zajęte zostaje Wąbrzeźno, a na początku marca Grudziądz. W lutym i marcu z sukcesem przeprowadzona zostaje operacja pomorska, mająca na celu rozbicie wojsk niemieckich skoncentrowanych na Pomorzu. Na początku kwietnia front wschodni dotarł do Odry, co otworzyło drogę Sowietom na stolicę Niemiec. Również front zachodni sukcesywnie posuwał się w stronę Berlina. Ostatecznie na obu frontach III Rzesza skapitulowała odpowiednio 7 i 8 maja 1945 roku, a od 5 czerwca 1945 roku władza w Niemczech przeszła w ręce głównodowodzących aliantów, tworzących tzw. Sojuszniczą Radę Kontroli Niemiec.[14]
   Tym samym zakończył się najtragiczniejszy okres w dziejach ludzkości. Ogromne straty materialne przebijały statystyki dotyczące zbrodni aparatu administracyjnego III Rzeszy. Jeszcze wiele lat później toczyły się procesy hitlerowców oskarżonych o ludobójstwo. Trudno jest określić pozycję Wałycza w dobie niemieckiej okupacji. Na pewno sami mieszkańcy odczuli ciężkie jarzmo niewoli narzuconej przez okupanta. Represje, konfiskaty mienia, aresztowania, ale z drugiej strony możliwość przetrwania jakiej ludność większych ośrodków po prostu nie miała. Mieszkańcy pamiętający tamte czasy zgodnie mówią, że Niemcy traktowali te tereny jak swoje, nawiązując do czasów „krzyżackich” oraz okresu zaborów pruskich. Gdy jednak spojrzy się w dane dotyczące liczby zamordowanych lub zaginionych osób, to bardzo ciężko dojrzeć jakiekolwiek jasne światło tamtego okresu. Czasy wojny bowiem determinowały wszystkie aspekty życia, a produkcja i hodowla nastawione były przede wszystkim na potrzeby utrzymania armii. Rok 1945 przyniósł więc długo oczekiwaną ulgę dla wielu pozostałych przy życiu istnień ludzkich. Jednak czy armię, która 6 lat wcześniej występowała jako agresor, można było nazwać wyzwolicielem? Odpowiedź na to pytanie pojawiła się bardzo szybko, bowiem już w roku 1945.



[1] Na podstawie CZAJA R. (red.), HISTORIA GMINY WĄBRZEŹNO Tom 1, Wąbrzeźno, 2006
[2] Ibidem
[3] Na podstawie CZAJA R. (red.), HISTORIA GMINY WĄBRZEŹNO Tom 1, Wąbrzeźno, 2006
[4] Na podstawie CZAJA R. (red.), HISTORIA GMINY WĄBRZEŹNO Tom 1, Wąbrzeźno, 2006
[5] Na podstawie wywiadów z mieszkańcami.
[6] Ibidem
[7] Na podstawie CZAJA R. (red.), HISTORIA GMINY WĄBRZEŹNO Tom 1, Wąbrzeźno, 2006
[8] Na podstawie wywiadów z mieszkańcami.
[9] Z. OTREMBA, Grudziądz. Kronika dziejów miasta, Wydawnictwo Regnum, Gdańsk , 1999
[10] W 2005 roku przy wodociągowaniu tego terenu odkryto grób 1 żołnierza radzieckiego.
[11] Na podstawie wywiadów z mieszkańcami.
[12] Na podstawie wywiadów z mieszkańcami.
[13] Na podstawie CZAJA R. (red.), HISTORIA GMINY WĄBRZEŹNO Tom 1, Wąbrzeźno, 2006
[14] Martin GILBERT, II Wojna Światowa., Zysk i S-ka, Poznań, 2000

czwartek, 28 marca 2019

Wybuch II wojny światowej (1-11 września 1939)


   Rok 1939 w dziejach Europy, ale przede wszystkim Polski jest symbolem bodajże największej tragedii. Wybuch II wojny światowej spowodowany agresją III Rzeszy Niemieckiej na Rzeczpospolitą Polską, zaczyna bowiem okres sześciu lat, w ciągu których zginęło bardzo wielu żołnierzy a jeszcze więcej cywilów. To w tym okresie ludobójstwo przybrało całkiem nowy, potworny i niespotykany na taką skalę wymiar.
   Traktaty pokojowe zawarte po I wojnie światowej w bardzo wąskim stopniu załagodziły sprzeczności pomiędzy poszczególnymi państwami. Traktat Wersalski podpisany 28 czerwca 1919 roku, dzięki któremu Polska powróciła na mapę Europy, ewidentnie ugodził w interesy Niemiec oraz Związku Radzieckiego. To właśnie był jeden z pierwszych zgrzytów, na jaki narażone zostały społeczeństwa Niemiec i Polski, którym przyszło wspólnie funkcjonować w nowej rzeczywistości. Tereny uznane jako „niemieckie”, w tym właśnie Ziemia Chełmińska znalazły się w granicach państwa polskiego i mniej uprzywilejowana dotychczas grupa „polska”, nagle zaczęła mieć decydujący głos. Niemcy natomiast stali się mniejszością narodową. Animozje sięgnęły więc już początkom II Rzeczypospolitej, a ich natężenie zwiększało się sukcesywnie po roku 1930.
   Zarówno III Rzesza jak i Związek Radziecki zyskali charyzmatycznych przywódców, którzy od początku mieli bardzo duże ambicje terytorialne. Józef Stalin dążył do wywołania wojny pomiędzy Niemcami, a krajami zachodnimi licząc, iż wykrwawionym tym konfliktem państwom szybko narzuci reżim komunistyczny. Adolf Hitler z kolei spoglądając pożądliwym okiem w kierunku krajów Europy Zachodniej musiał zapewnić sobie bezpieczeństwo przy wschodnich granicach III Rzeszy. 23 sierpnia 1939 roku doszło więc do podpisania pomiędzy tymi przywódcami paktu o nieagresji określanego od nazwisk ministrów spraw zagranicznych „Ribbentrop-Mołotow”. Pakt ten zawierał tajną klauzulę określając strefy wpływów obu państw na terenie Europy środkowo-wschodniej. De facto oznaczało to plan IV rozbioru Polski.
   Koncentracja wojsk niemieckich w bezpośrednim sąsiedztwie granic Polski ostatecznie rozwiała wszelkie wątpliwości. Wystąpienie zbrojne stało się już tylko kwestią czasu. Mimo, iż w kraju od lipca prowadzone były ćwiczenia rezerwistów to pełna, powszechna mobilizacja nastąpiła dopiero pod koniec sierpnia. Pod koniec lipca również Jerzy Dąmbski jako podporucznik rezerwy został wezwany na ćwiczenia wojskowe 18 Pułku Ułanów Pomorskich w Grudziądzu. 26 sierpnia 1939 roku Pułk pod dowództwem pułkownika Kazimierza Mastalerza wszedł w skład Zgrupowania „Chojnice”, którego zadaniem było patrolowanie, rozpoznanie i ewentualna obrona północno-zachodnich granic Polski przebiegających w sąsiedztwie Chojnic. Również pozostałych mieszkańców wsi nie ominęła mobilizacja. Tak wspomina to Krystyna Dąmbska, córka Jerzego Dąmbskiego: Widziałam jak w kierunku pobliskiej stacji kolejowej wyruszyła grupka mężczyzn i chłopaków wiejskich. Odprowadzały ich zapłakane kobiety (…) Na przydrożnym drzewie widniało ogłoszenie „Mobilizacja”.
   1 września 1939 roku, bez oficjalnego wypowiedzenia wojny, wojska niemieckie przekroczyły o świcie granice Rzeczypospolitej, praktycznie na całej jej zachodniej, południowej i północnej długości. Niemiecki plan ataku na Polskę przewidywał wojnę błyskawiczną, której celem miało być  przełamanie polskiej obrony, a następnie okrążenie i zniszczenie głównych sił przeciwnika. Wojska niemieckie miały przeprowadzić koncentryczne uderzenie ze Śląska, Prus Wschodnich i Pomorza Zachodniego w kierunku Warszawy. Przygotowując plany obrony dowództwo polskie nie przesunęło wojsk na linię Narwi, Wisły i Sanu, z punktu widzenia wojskowego najkorzystniejszą, ale zgrupowało większe siły w rejonach przygranicznych. Zdecydowano się na takie posunięcie z powodów politycznych. Nie chciano bowiem oddawać bez walki Pomorza i Śląska, obawiając się, że Niemcy po zajęciu tych terenów zakończą działania militarne oświadczając, iż naprawione zostały w ten sposób „krzywdy” wyrządzone przez Traktat Wersalski. 
Agresja III Rzeszy na Rzeczpospolitą w dniu 1 września 1939 roku.
   O świcie 1 września 1939 roku na polskie linie obrony zostało skierowane natarcie niemieckiej 20 Dywizji Zmotoryzowanej pod dowództwem generała Mauritza von Wiktorina z XIX Korpusu Pancernego generała Heinza Guderiana. Natarcie zostało skierowane na Chojnice. Na południe od miasta znajdowały się stanowiska 18 Pułku Ułanów Pomorskich z Grudziądza. Dowódca Pułku pułkownik Kazimierz Mastalerz, po otrzymaniu rozkazu o kontrnatarciu uznał, że atak czołowy na nadciągające jednostki nieprzyjaciela jest niemożliwy. Postanowił więc, aby dwa szwadrony pułku obeszły skrzydło nieprzyjaciela. Około godziny 19:00 polskie oddziały wychodząc z lasu na wschód od miejscowości Krojanty, dostrzegły w niewielkiej odległości oddział niemiecki w odpoczynku. Był to II Batalion Zmotoryzowany 76 Pułku Zmotoryzowanego z wspomnianej 20 Dywizji. Natychmiast zapadła decyzja o wykonaniu szarży. Ułani w pełnym biegu dopadli wroga, siekąc szablami uciekających. Jednakże Niemcy szybko uporządkowali swoje szeregi i – kiedy szwadrony 18 Pułku w pościgu wpadły na rozległą polanę – ostrzelały je od strony Chojnic niemieckie samochody pancerne oraz granatniki, kładąc celny ogień na szarżujących. Forpoczta pułku wraz z dowódcą Mastalerzem została zmieciona seriami karabinów maszynowych. Ułani wycofali się za najbliższe wzgórze, tracąc ok. 25 zabitych i 50 rannych z ponad 200 szarżujących. Polegli m.in. pułkownik K. Mastalerz (pierwszy zabity dowódca pułku podczas wojny) oraz dowódca I szwadronu rotmistrz Eugeniusz Świeściak. W wyniku natarcia życie stracił również służący „pod Świeściakiem”, dowódca 2 plutonu podporucznik rezerwy Jerzy Dąmbski.
   Tak słynną Szarżę pod Krojantami relacjonował jej uczestnik, dowódca II szwadronu, rotmistrz Jan Ładoś: „Po okrążeniu łukiem długości około 10 km zaszliśmy na tyły wroga. Nie było z jego strony żadnych ubezpieczeń. Las kończył się wzgórzem, za którym ujrzeliśmy przedziwny widok. Batalion piechoty 800-900 ludzi biwakował na polance. Broń była złożona w kozły. Żołnierze chodzili, leżeli na trawie, palili papierosy, jednym słowem - majówka. A to dawało pełną szansę na zniszczenie beztroskich, biwakujących żołnierzy batalionu nieprzyjaciela szarżą i to natychmiast pojął rotm. Eugeniusz Świeściak i szablą dał mi znak, że szarżuje, momentalnie stojący za wzgórzem szwadron przeformował na plutony, plutony na sekcje, sekcje na harcowników. I ze wzgórza runął na polanę, na lewą część biwakującego batalionu. Ja postąpiłem tak samo, powtórzyłem te same rozkazy i z moim szwadronem może 3 lub 4 minuty potem runąłem na prawą część biwaku. Niemcy oporu prawie nie stawiali. Cięliśmy ich szablami. Usłaliśmy polanę ciałami Niemców zarąbanych, okaleczonych i stratowanych. Wszystko to działo się w ciągu kilkunastu minut. Niemcy uciekają w różnych kierunkach, przeważnie na lewo w stronę szosy, gdzie stały transportery, którymi ich tu dowieziono. Wtedy właśnie na lewo od szwadronu Świeściaka zobaczyliśmy pędzący poczet dowódcy pułku. Czy płk. Masztalerz śpieszył, by nas zebrać, czy chciał przeciąć drogę uciekającym do transporterów Niemcom, nie wiadomo. Nagle z pokładu transporterów rozległ się terkot cekaemu i cała seria pocisków skosiła poczet dowódcy pułku. Padli wszyscy trzej oficerowie: płk Masztalerz, adiutant Wacław Godlewski i ppor. Mlicki, ale rtm. Godlewski podniósł się, bo pod nim zabito tylko konia. Niestety padł na polu chwały płk. Masztalerz i ppor. Mlicki, a także kula niemieckiego cekaemu dosięgła bohaterskiego rotmistrza Eugeniusza Świeściaka, właściwego inicjatora szarży pod Krojantami, oraz zraniła w szyję por. Unruga. W tym czasie zastępcy dowódcy pułku majora Maleckiego w rejonie bitwy nie było. W tym stanie rzeczy ja zebrałem ułanów z obydwu szwadronów i poprowadziłem w las celem wykonania dalszego zagonu na Pawłowo. Jednak za chwilę dojechał do mnie ułan z rozkazem majora Maleckiego, aby powrócić tą samą trasą i udać się do rejonu miejscowości Rytel".
Szarża pod Krojantami - coroczna rekonstrukcja bitwy
    Wiadomość o śmierci Jerzego Dąmbskiego zastała w Wałyczu, żonę Aleksandrę i dwójkę ich dzieci: 8-letnią Krystynę oraz 5-letniego Aleksandra. Ofensywa niemiecka tymczasem nabierała tempa, a broniąca tych terenów polska Armia „Pomorze” została zmuszona do odwrotu. 1 września 1939 roku zdobyte przez hitlerowców zostały przygraniczne miasta Chojnice i Brodnica. Linii Grudziądz-Brodnica broniła wówczas Grupa Operacyjna „Wschód” pod dowództwem gen. bryg. Mikołaja Bołtucia, wchodząca w skład Armii „Pomorze”. Grudziądz bronił się zaciekle od pierwszego dnia wojny. 3 września oddziały 21 Dywizji Piechoty Wehrmachtu wdarły się do miasta jednak zostały wyparte przez polskie jednostki. Dopiero na drugi dzień przeprowadzono natarcie zakończone kapitulacją miasta. W nocy z 3 na 4 września GO „Wschód” wycofała się w kierunku Książek, Jarantowic i Wąbrzeźna. Kolejno do Wałycza i Niedźwiedzia przenoszono kwaterę główną sztabu. „Tymczasem władze nad majątkiem Wałycz przejęło wojsko. Główny sztab armii i jednostki pancernej mieścił się we dworze. Wszędzie były polowe telefony, przewody i mapy…” . 5 września 1939 roku zarządzono odwrót w kierunku Golubia, później Torunia i Kutna. Ostatecznie jednostki od 11 września wzięły udział w Bitwie nad Bzurą.
     Wraz z wycofaniem się sił polskich w kierunku Golubia, swoje gospodarstwa pozostawiła również ludność cywilna. Kiedy mieszkańcy dowiedzieli się o zbliżaniu wojsk niemieckich, spakowali swoje majątki na wozy drabinkowe i udali się w kierunku Rypina. Była to ludność wiejska, która w większości nie potrafiła pisać i czytać. Tym bardziej nie posiadała informacji na temat działań wojennych. Gdy dowiedzieli się o skali ataku, zrezygnowani zawrócili i po około dwóch dniach przybyli z powrotem do Wałycza. Potwierdzenie takiego wyjazdu znajdujemy również we wspomnieniach Krystyny Dąmbskiej: „Któregoś popołudnia zajechał przed dwór jakiś dziwny pojazd. Był to wóz drabiniasty, starannie wyłożony słomą i kocami oraz przykryty brezentową budą. (…) Ogromne było moje zdziwienie, kiedy nakazano nam do niego wsiąść pod opieką panny Wandy, a jeszcze bardziej zaskakujący był fakt, że mama miała pozostać w domu. Załadowano kosz z jedzeniem i po krótkim pożegnaniu ruszyliśmy w drogę.”
    6 września 1939 roku oddziały niemieckiej Grupy Armii „Północ” bez walk zajęły Wąbrzeźno i tego samego dnia doszły do szosy Brodnica-Toruń. Wcześniej zarówno miasto jak szosa prowadząca do Golubia Dobrzynia były kilkakrotnie atakowane przez niemieckie lotnictwo.  Nagle na niebie pojawił się samolot (…) Ludzie zatrzymali się …i nagle stałą się rzecz straszna. Samolot zniżył się nisko, tak nisko, że widziałam pilota, który z karabinu maszynowego zaczął do nas strzelać. Popłoch ogarnął ludzi. Słyszałam krzyki, jęki, ryk ranionego bydła, wycie psów.  Ciekawostką może być fakt, że tuż przed przybyciem oddziałów niemieckich do Wałycza, cała broń jaka była na wyposażeniu dworku, została ukryta w stawie, w parku."
    Bezpośrednio za przemieszczającym się wojskiem niemieckim, kroczyła tajna policja państwowa Geheime Staatspolizei nazywana od pierwszych liter Gestapo oraz członkowie Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotniczej (NSDAP), którzy osiedlali się na okupowanych terenach. Hitlerowcy uważając tereny Pomorza Gdańskiego, Wielkopolski i Śląska za posiadłości niemieckie, wkroczyli do Polski z gotowym planem zlikwidowania inteligencji, a z pozostałych mieszkańców uczynienia niewolników Rzeszy. Posiadając sporządzone listy z nazwiskami m.in. lekarzy, adwokatów, urzędników oraz właścicieli majątków ziemskich, przystępowali do aresztowań, które kończyły się rozstrzelaniem lub obozem koncentracyjnym. Nierzadko dotyczyło to całych rodzin. Przez cały okres okupacji, przez III Rzeszę realizowany był również proces likwidacji narodu żydowskiego, obejmujący niespotykane wcześniej wymiary. Wałycz w momencie wkroczenia wojsk niemieckich zamieszkiwany był całkowicie przez ludność polską.
    Według relacji mieszkańców zaraz po zajęciu Wąbrzeźna, w Wałyczu pojawił się pierwszy oddział żołnierzy niemieckich, który zatrzymał się we dworku. Niedługo później pojawili się członkowie NSDAP nazywani osadnikami niemieckimi, którym następnie przydzielono gospodarstwa, wcześniej będące własnością Polaków. Brak jest jednoznacznych śladów, czy wywłaszczeni polscy właściciele tych gospodarstw ginęli w egzekucjach przeprowadzanych w Nielubiu, Łopatkach bądź Kurkocinie, gdzie w sumie zabito ponad 2500 osób. Z całą pewnością nie było to w przypadku Wałycza zjawisko masowe. Bowiem zgodnie z relacjami, mieszkańcy zostali zatrudnieni przez Niemców do pracy przy własnych gospodarstwach (…) Nie było tutaj wywozów do obozów pracy.  Wywłaszczeni gospodarze byli zatem przenoszeni do mniejszych gospodarstw, gospodarstw sąsiednich lub ostatecznie przydzielani do pracy na terenie własnego, zarekwirowanego gospodarstwa. Na pewno nie można stwierdzić, że praca należała do lekkiej i przyjemnej. Ludzie stracili swoje domy, za swoją pracę otrzymywali bardzo niską zapłatę, pracowali w ciężkich warunkach, jednak taki stan rzeczy pozwolił na przetrwanie trudnego okresu jakim była okupacja. 
Nielub: Miejsce zamordowania 8 Polaków, członków Polskiego Związku Zachodniego
    Zgoła inaczej sytuacja miała się we dworze. Jako właściciele ziemscy, rodzina Dąmbskich narażona była na represje i z całą pewnością znalazła się na liście nazwisk, których w posiadaniu było Gestapo. Zjawiło się ono w majątku, w połowie września z nakazem aresztowania nieżyjącego już Jerzego Dąmbskiego. Jeszcze wcześniej, zarząd nad majątkiem objęło starsze małżeństwo należące oczywiście do NSDAP. Zajęli oni dworek, a prawowitych mieszkańców przeniesiono do dwóch pokoi, jednego z budynków w podwórzu. Majątek sprawnie funkcjonował dalej, a stanowisko radcy-brygadzisty zachował prawdopodobnie Derebecki. Wraz z nasilaniem się niemieckich represji i coraz większą liczbą egzekucji rodzina podjęła decyzję o wyjeździe do Generalnej Guberni. Przy pomocy Wacława Dąmbskiego z majątku Winiary, w powiecie grójeckim, 9 maja 1940 roku udało się im przedostać z Pomorza na tereny Generalnej Guberni. Ostatecznie rodzina Dąmbskich trafiła do Warszawy. Wkrótce do dworku ponownie zawitało Gestapo, jednak osoby, które miały zostać aresztowane, były już daleko stąd. 
Generalne Gubernatorstwo 1941-1945

Serdeczne podziękowania dla Pani Krystyny i Aleksandra Dąmbskich za udostępnienie wspomnień.